Sesja narzeczeńska w Rudawach Janowickich

Do Rudaw chciałem przyjechać już od kilku lat ze względu na piękne widoki z Sokolika i Krzyżnej Góry. Nadarzyła się okazja, aby wybrać się w to miejsce z Asią i Kamilem. 🙂

Podróż zaczęła się o 2 w nocy, ponieważ chcieliśmy zdążyć na wschód słońca – jest to chyba najlepsza pora do fotografii krajobrazowej. Jechaliśmy od strony Wrocławia krętymi, dziurawymi drogami. Klimat tej nocy przypominał thriller lub horror. Wszędzie snuły się mgły, przez które przebijało światło reflektorów. Wiejskimi drogami szwendały się paskudne, wielkie kundle, przywodzące na myśl psa Baskerville’ów.

Na początek wybraliśmy się na Sokolik. Pogoda niestety nie dopisała, pomimo korzystnej prognozy. Miało być słonecznie, a wschód słońca upłynął we mgle, chmurach i lekkim deszczu – widoki były, ale zasłonięte. 😛
Mimo to zrobiliśmy kilka fajnych zdjęć na szlaku.

Swoją drogą, jeśli wybieracie się w góry i chcecie na nie wchodzić, to warto zabrać wygodne buty. Zawsze do zdjęć można je przebrać, a sam treking będzie dużo wygodniejszy, będzie Wam też cieplej w nogi. Ja zabieram też kurtkę przeciwdeszczową, sweter lub polar i termos z gorącą herbatą. 🙂

Po niezbyt udanym wypadzie na Sokolik, ruszyliśmy do ruin zamku Bolczów. Szczerze mówiąc, spodziewałem się czegoś lepszego po tym miejscu. Niczego te ruiny nie urywają.

Sesja narzeczeńska w Rudawach Janowickich

Na koniec wybraliśmy się nad kolorowe jeziorka – i to miejsce pozytywnie mnie zaskoczyło. Zawsze mnie dziwiło, czemu ludzie tam jeżdżą – ot, sadzawki. Okazało się jednak, że te jeziorka całkiem fajnie wyglądają, a do tego otoczone są ciekawymi skałami. Po drodze spotkaliśmy psa-Gandalfa-szeryfa. Leżał sobie na środku drogi i ani w jedną, ani w drugą. Co tam, że samochód jedzie. “Luz, ludzie, ja tu sobie leżę, a wy… You shall not pass!” 😀

Z jednego wyjazdu można złożyć kilka zestawów zdjęć z zupełnie różnym klimatem. 🙂